Co dał mi lipiec? // Recenzje książek

Lipiec. W przewadze upalny, słoneczny, piękny. Pożegnał nas istnie letnią temperaturą, a ja zastanawiam się, kiedy ten miesiąc zleciał. Dla dzieci to już połowa wakacji, a tyle co szły ulicą z odebranym świadectwem.

Jaki był dla mnie ten miesiąc? Odkrywczy, nowy, pełen chwil, w których serce się radowało, a oczy chłonęły piękno świata.

Rozpoczął się wpisem, w którym opowiadałam o moich wielkich, książkowych zakupach klik. Kilka dni później przyszedł czas na jeden z najpiękniejszych weekendów od początku 2018r. Na urodzinową niespodziankę dla M i wyjazd do Pragi. Pragi – która nam się śniła, o której wiele razy rozmawialiśmy, snuliśmy co do niej wielkie plany. W końcu przyszedł ten moment! Pamiętam to, jak dziś. Czwartek, 5 lipca. To dzień, który swoim szaleńczym tempem zapisał się w mojej historii… Ponad 10 godzin w pracy, o godzinie 20:00 prowadzenie szkolenia online na żywo, o godzinie 21:00 wstawianie posta na bloga ze stylizacją z Gdyni (klik), o 22:00 pieczenie urodzinowego ciasta (oczywiście – jak to ja, nie doczytałam wcześniej w przepisie, że samo ciasto musi być w piekarniku ponad 1.5h, a gdzie do tego krem i nadzienie), wyszłam z kuchni grubo po północy, przyszedł czas na pakowanie i… właściwie nie opłacało mi się kłaść spać 🙂 Wyjazd zaplanowałam na 4 rano, by mieć jak najwięcej czasu na zwiedzanie.  Był to wspaniały czas. Najbardziej dlatego, że nigdzie się nie spieszyliśmy, nie mieliśmy ustalonego planu wycieczki. Po prostu szliśmy tam, gdzie nas nogi poniosły, czując się absolutnie beztrosko. Więcej o naszym wyjeździe opisałam tutaj klik.

W lipcu w końcu dotarliśmy także na wystawę “Titanic –  prawdziwa historia” w Krakowie, na którą wybieraliśmy się już dobre kilka miesięcy 🙂 Wszelkie informacje i dlaczego tak bardzo warto się tam znaleźć opisałam w poście klik
Tego samego dnia w drodze powrotnej z Krakowa niedzielny wieczór spędziliśmy podziwiając zachodzące słońce i #goldehour, z których wyszły takie właśnie kadry klik

Lipiec zakończyłam robiąc coś nowego, coś po raz pierwszy w życiu. Obsługiwałam terminal,  kasę fiskalną i sprzedawałam ubrania 🙂 Co prawda jeden dzień i kilka godzin, ale robienie czegoś nowego ożywia umysł. Wieczorem, 31 lipca pożegnałam ten piękny miesiąc świętując urodziny brata.

Jak już wiecie z wpisu opublikowanego na początku lipca – w ostatnim czasie zakupiłam 19 książek. Powoli uszczuplam niemały stosik, czytając kolejne pozycje.
Dzisiaj pokrótce opiszę 5 książek, które przeczytałam.
Gotowi? 🙂

1. Pierwsza pozycja to książka Marie Tourell Soderberg, Hygge – Duńska Sztuka Szczęścia

 
O pojęciu hygge pisałam już wielokrotnie. Jest to duński styl życia opierający się na zauważaniu i celebrowaniu drobnych chwil. Momentów z bliskimi, letniego deszczu, czy ciepłej herbaty wypitej w zimowy wieczór pod kocem, w ulubionym fotelu.
Autorka – Marie, to duńska aktorka urodzona w Kopenhadze. Pracując nad książką przemierzyła całą Danię, pytając jej mieszkańców, czym jest dla nich hygge. Marie uświadamia czytelników, że hygge można znaleźć wszędzie, przenika ono wszystkie aspekty naszej codzienności: od wystroju wnętrz, po gotowanie.

W pierwszych rozdziałach książki dowiesz się, jak w prawidłowy sposób wymawiać to trudne słowo, jaka jest historia jego pochodzenia i co skłoniło Duńczyków do stworzenia takiego pojęcia i celebrowania go dzień, za dniem. Hygge to przede wszystkim bliskość – spędzanie czasu ze znajomymi, celebrowanie chwil z rodziną, z ukochaną osobą. To zabawa z dziećmi, wspólna kolacja, czy ognisko w letni wieczór. W książce znajdziesz również historię niezwykłej Pani Anny Elizabeth Gonge, która w swojej okolicy jest uznawana za “Wizytującą Przyjaciółkę” – bowiem codziennie rano piecze bułeczki (min. 64 sztuki naraz!), parzy kawę, pakuje wszystko do koszyka i wyrusza do sąsiadów. Odwiedza osoby starsze, schorowane. Spędza z nimi czas i dużo rozmawia. Pani Anna wychodzi z założenia, że “hygguje” się najlepiej w towarzystwie.
Z książki dowiesz się także, dlaczego dzieci są najlepszymi znawcami hygge oraz poznasz proste, ale magiczne w swej prostocie przepisy kulinarne. Nie zabraknie w niej także rozdziałów dotyczących wystroju wnętrz – dowiesz się, w jaki sposób wprowadzić hygge do swojego domu. Na zakończenie przejdziesz przez wyjątkowość wszystkich 4 pór roku – poznając piękno każdej z nich z osobna.
Książka, prócz znakomitej treści, zawiera także przepiękne fotografie. A czcionka i minimalizm zawarte w środku sprawiają, że natychmiastowo się odprężysz!

2. Druga książka, którą przeczytałam to Dress Scandinavian, Pernille Teisbaek

To pełna modowych inspiracji mapa dobrego stylu w duchu “slow fashion.” Pernille to duńska stylistka i trendsetterka, która stworzyła swój własny styl w oparciu o zasadę: mniej = więcej, a prosty strój nie równa się nuda. To dziewczyna, której stylizację wyróżniają się detalami, nieoczywistymi wzorami i materiałami. Autorka przekłada jakość ubrań, nad ich ilość oraz oswaja czytelniczki z androgynicznym lookiem.

Blogerka podkreśla, że większość ludzi ma słabość do wygodnych ubrań, a wygoda daje pewność siebie i siłę. Najważniejsze to zachować równowagę pomiędzy najnowszymi trendami, a indywidualnym stylem.

3 najważniejsze zasady opisane w książce to:
1) Mniej znaczy więcej – prosty krój nie musi być nudny, przeciwnie – często robi wrażenie na otoczeniu
2) Jakość, nie ilość – zainwestuj w jedną parę idealnie dobranych dżinsów, zamiast kupować trzy pary pasujące tylko tak sobie (więcej na ten temat opisałam w tym wpisie klik)
3) Eliminuj – dokładnie przejrzyj szafę (najlepiej co sezon) i po prostu pozbądź się rzeczy, których nie nosisz.
PS. à propos tego właśnie zagadnienia, w jednej z książek przeczytałam kiedyś, w jaki sposób możesz się przekonać na własne oczy w czym chodzisz, a w czym nie – po założeniu rzeczy i chowaniu jej do szafy obróć wieszak w drugą stronę. Po dłuższym czasie zweryfikuj, które ubrania nadal wiszą z wieszakiem w “starą” stronę – dzięki temu będziesz mieć dowód, jakich ubrań nie nosisz od miesięcy. Czy warto zatem je trzymać?

W książce poza powyższymi zasadami znajdziesz krótką historię o autorce i jej życiu, a także dowiesz się, jakimi zasadami przy wyborze ubrań kierują się Duńczycy. Poza podziwianiem przepięknych modowych fotografii w książce znajdziesz również wzmiankę o wystroju wnętrz, a także obszerny wpis na temat dżinsów. Poznasz najlepsze zdobycze Pernille, a także jej ulubione sklepy (w tym sieciówki). Dowiesz się, kto ją inspiruje, a także poznasz 6 sposobów na dodatki. Nie zabraknie także rozdziału o tym, co autorka odradza i co szczególnie lubi.

Polecam te pozycję każdej osobie, która chce odnaleźć swój styl (lub go udoskonalić), poznać podstawowe zasady modowe i wiele innych ciekawostek 🙂

3. Trzecia pozycja, którą czytałam w lipcu to bestseller, o którym w świecie wydawniczym zrobiło się bardzo głośno, a mianowicie – Katarzyna Nosowska, A ja żem jej powiedziała

 

Książka ta, została nazwana “petardą”. Na okładce czytamy: “Wydawało się, że nic nas już nie zaskoczy w internecie. I wtedy pojawia się ona. Śmieszna gęba, która mówi mądrze o życiu. Prosto, zwięźle, szczerze i bez owijania w bawełnę. Ze zrozumieniem, bez pouczania – ciepło, z doświadczeniem i życiową mądrością. Mówi o show-biznesie, celebrytach, współczesnych snobizmach, fobiach i modach. O druzgocącym wpływie portali społecznościowych na nasze życie, o dylematach partnerstwa, problemach w okiełznaniu nastolatków, o miłości do jedzenia i terrorze rynku reklamowego. O tym, jak kochać i nie kochać. O tym, że czarny nie wyszczupla, a seks tantryczny nie polega na faszerowaniu, faszerowaniu, faszerowaniu.”

I faktycznie – książki, w której wszystko jest napisane tak dosłownie, ja nie kojarzę od dawna. Katarzyna Nosowska jest po prostu świetną obserwatorką rzeczywistości, a przede wszystkim posiada coś, o co w dzisiejszych czasach ciężko – dystans do samej siebie. W książce znajdziesz niezwykłe obrazki, których autor ma wyobraźnie godną pozazdroszczenia, śmieszne dialogi i bogatą treść. Oczywiście treści, które autorka porusza są nam w dużym stopniu znane, jednakże nie zmienia to faktu, że warto je sobie przypomnieć, uzmysłowić i przede wszystkim przemyśleć.

W jednej z opinii na temat książki czytam: “Pani Kasia ma niefrasobliwe podejście do życia, dystans do świata i do siebie. Nie grzeje się w blasku fleszy, nie wyskakuje z lodówki, a jest. I otwarcie i szczerze pisze, co myśli, przy czym nie wymądrza się.” – i tak też uważam.

4. Czwarta pozycja, którą nie tyle przeczytałam, co na razie przejrzałam, to książka, którą M dorwał w Biedronce w promocji (swoją drogą, czy tylko ja zawsze tam będąc, zaglądam do tej mini księgarni?), a mianowicie Marta Krawczyk, Wegańskie Desery – 100 przepisów

 

Jeśli interesuje Cię tematyka weganizmu i/lub chcesz spróbować deserów przyrządzonych bez udziału produktów pochodzenia zwierzęcego to książka ta, przypadnie Ci do gustu. Znajdziesz w niej przepisy na puszyste ciasta, ciasteczka, batony, praliny, apetyczne musy, słodkie kremy, puddingi i wiele, wiele innych pyszności – a to wszystko w towarzystwie niemiłosiernie pięknych fotografii. Polecam!

5. Perełkę zostawiłam na koniec. Książkę, o której mogłabym stworzyć osobny wpis, a jej autorce postawić pomnik. Poważnie. Pozycja Agnieszki Maciąg, Rozmaryn i róże.

Jest to książka, po której przeczytaniu, zostaje w sercu i w głowie charakterystyczna “pustka” i świadomość, że jeszcze dużo czasu minie, zanim jakaś pozycja te pustkę zapełni. To uczucie pojawia się u mnie niezwykle rzadko i jest najlepszym dowodem na to, że po prostu jest to niebywale dobra pozycja.

To książka o życiu i najważniejszej podróży – do swojego serca. Agnieszka Maciąg dzieli się przemyśleniami,  inspiracjami i swoją podrożą z bliskimi do Ligurii, na Lazurowe Wybrzeże i do Prowansji. Opisuje tamtejsze okolice, zwyczaje, tradycje i odczucia, które w tej podróży towarzyszą jej krok w krok. Myśli Pani Agnieszki są tak inspirujące, że piętnaście z nich mam zaznaczonych fiszkami, a w całej książce wiele fragmentów podkreśliłam pisakiem.
Poniżej przeczytasz moje ulubione cytaty, których po prostu nie trzeba komentować. O tej książce nie trzeba się rozpisywać, zachęcać do jej zakupu, wystarczy że przeczytasz pierwszą stronę i już wiesz, że ją kupisz.

“Zamknęła oczy, dotknęła swojego serca i w ciszy podziękowała za drogę, którą przebyła. Poczuła, że ta droga ją prowadzi, że ta droga ją uczy. W tej krótkiej chwili poczuła, że ona sama stała się podróżą.”

“Ufaj, że wszechświat daje ci zawsze dokładnie to, czego potrzebujesz. W idealnym czasie. We wszechświecie wszystko działa doskonale, nawet jeśli w danej chwili tego nie rozumiesz.”

“Życie może się nam przytrafiać. Możemy bezwiednie dryfować po oceanie myśli i emocji. Ale możemy również tworzyć swoje życie świadomie i celowo. Dzisiaj wybieram radość. Zamierzam doceniać najmniejsze drobiazgi i się nimi cieszyć.”

“Płyń z prądem życia. Wierz i ufaj. Czeka na ciebie mnóstwo nowego, nieznanego dobra. Porzuć przeszłość. Otwórz się na dobro, które nieustannie do ciebie płynie.”

“Jeśli pragniesz odnaleźć siebie – poszukaj swojego serca. Połącz się ze swoją duszą, raduj się i śmiej.”

“Naucz się patrzeć. Naucz się widzieć. Naucz się doceniać. A w zamian dostaniesz niespodziewane, nieprzebrane bogactwo piękna.”

“Czasem wydaje nam się, że jeśli wyjedziemy gdzieś daleko, to uciekniemy od naszych problemów. Ja również próbowałam tego wiele razy, ale przekonałam się, że w każdą podróż zabieram ze sobą… samą siebie. A od samego siebie jeszcze nikt nie uciekł. Zresztą ucieczka nie ma sensu. W ucieczce nie ma wolności. Wolność jest w przepracowaniu tego, co nas boli.

“Dziękuję, że mogę w pełni doświadczać cudu, którym jest życie. Dziękuje za każdy mój krok. Dziękuje za ptaki w przestworzach, morskie fale, rozgrzane słońcem kamienie, zapachy drzew, ziół, piasku i traw. Dziękuje za mój oddech i za ludzi, którzy są ze mną w tej podróży życia…”

 

Życzę Ci pięknego wieczoru,
A.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.