Moje podsumowanie 2018 roku, czyli o dobrych i złych chwilach oraz planach na 2019

Od trzech lat 1 stycznia to dla mnie czas podsumowań. Dbam o odpowiednie pożegnanie minionego roku, by z pełną świadomością i spokojem w sercu wejść w nowe. W nieznane.
Zatem jak wygląda u mnie Nowy Rok? Kiedy już odeśpię nadszarpniętą noc, niespiesznym krokiem rozpoczynam dzień. Zaparzam kawę, wyciągam kalendarz, kartkę papieru i długopis. Analizuję kartę z celami i planami na miniony rok i odhaczam to, co udało mi się zrealizować. Następnie biorę czystą kartkę papieru, która jest dla mnie pewnego rodzaju nowym startem. Czystą kartą, kiedy mogę wszystko zacząć od nowa i stworzyć swój idealny plan na kolejne 365 dni mojego życia. Dzielę te kartkę na trzy kategorie: “zawodowo”, “prywatnie” oraz “dla siebie”. W pierwszej kolejności przepisuję cele, których nie udało mi się zrealizować w ubiegłym roku, ale najważniejsze! Te, które nadal chcę zrealizować. Jest wiele rzeczy, które kiedyś miały dla mnie znaczenie, natomiast na ten moment nie są już moim celem na aktualny 2019 rok. Następnie dopisuję wszystkie plany, marzenia i działania, na które będę pracować przez kolejne 12 miesięcy. Kiedy już skończę kartę “Mój rok 2019”, otwieram kalendarz. To tam, z tyłu, przez cały rok spisywałam fajne zdarzenia, spotkania i rzeczy, które miały miejsce w 2018. Wspominam, uśmiecham się pod nosem, dziękuje w duchu. Ogarnia mnie wdzięczność za wszystkie wspaniałe – czasem małe rzeczy, które wniosły do mojego życia radość i piękno.

Zwykła, niezwykła codzienność

Jaki był 2018 rok? Zaskakujący. Obfitował w absolutnie skrajne emocje. Od wielkiego szczęścia, mnóstwa dobra, radości i miłości, po ogromne rozczarowania, smutek i niezrozumienie. Było wiele momentów, przez które mogłabym zaliczyć ten rok do najgorszych w moim życiu, ale tego nie zrobię. Bo teraz jeszcze mocniej wierzę w to, o czym piszę tutaj i na Instagramie od dawna. Wszystko w życiu dzieje się PO COŚ. Tylko trzeba to PO CO znaleźć. Czasem odpowiedź przychodzi od razu, a czasem czekamy na nią przez wiele miesięcy, a jej dalej nie ma. Życie pisze różne scenariusze. Nie możemy wpłynąć na wszystkie zdarzenia, które nam się przytrafiają, ale mamy wpływ na to, co z tym zrobimy. Jak zareagujemy i czy będziemy obwiniać cały świat, czy może znajdziemy w tej nawet największej beznadziejności – plusy.

Podróże

Rok 2018 obfitował w kilka wyjazdów, choć standardowo czuję niedosyt. Rozpoczęliśmy go wizytą w Łodzi, gdzie oglądaliśmy po raz pierwszy w życiu galę KSW. Cztery razy odwiedziliśmy nasz ukochany Kraków, dwa razy spacerowaliśmy po Pustyni Błędowskiej. Po raz pierwszy pojechaliśmy wspólnie nad polskie morze i spędziliśmy fantastyczny czas w Trójmieście. Były to dni długich spacerów przy zachodzie słońca, mnóstwa kieliszków Aperol Spritz i uczestniczenia w kolejnej gali KSW. Lipiec przywitaliśmy w Pradze, gdzie świętowaliśmy urodzinowy wyjazd niespodziankę dla M. Stolica Czech totalnie nas w sobie rozkochała i na pewno tam wrócimy. Lipiec upłynął nam pod hasłem wycieczek rowerowych i wystawy “Titanic, prawdziwa hsitoria” w Krakowie, którą byłam oczarowana! Koniec miesiąca spędziłam na szkoleniu w Lublinie, wśród fantastycznych kobiet. Początek sierpnia to intensywny czas poszukiwań pola słoneczników, by móc zrobić wymarzone zdjęcia. W połowie sierpnia poleciałam zwiedzić kolejne dwie greckie wyspy – Kos i Nisyros. Ta druga okazała się najpiękniejszą, na jakiej do tej pory byłam. Zaraz po powrocie obcowaliśmy z przyrodą w magicznej miejscowości Cyziówka, a kilka dni później udaliśmy się do jednego z naszych trzech miejsc na Ziemi. Wrzesień przywitaliśmy na Górze Żar i to właśnie ten wyjazd zapoczątkował serię jesiennych spacerów. Postanowiłam celebrować je w tym roku niezwykle mocno. Nie zabrakło wędrówek po lesie i mnóstwa przedeptanych ścieżek w parkach. Spacerów nad jeziorem i zbierania kasztanów. Październik przywitaliśmy w moim ukochanych Wrocławiu, a tydzień później po raz pierwszy odwiedziliśmy Bydgoszcz oraz nasz wymarzony Toruń. Listopad był miesiącem, w którym zapoczątkowałam nowy cykl wpisów na blogu “Cudze chwalicie, swego nie znacie”, w którym opisuję miejsca warte zobaczenia w Polsce. Nasze odkrywanie rozpoczęliśmy od zjazdu 40 metrów pod Ziemie i zwiedzania Zabytkowej Kopalni Srebra w Tarnowskich Górach. Kilka tygodni później kolejnym odhaczonym miejscem był Kamieniołom Koparki w Jaworznie-Szczakowa. Grudzień przywitałam w Ustroniu, rozpoczynając tym samym najbardziej magiczny czas w roku. Tygodnie przed świętami Bożego Narodzenia upłynęły mi przy książkach i hektolitrach zimowej herbaty z pomarańczą, cynamonem i goździkami. Nie zabrakło również czasu na zwiedzanie świątecznych jarmarków i pieczenie, pierwszych w życiu pierników.

Ludzie

2018 był rokiem spotkań przy kawie. Zwracałam szczególną uwagę na jak najczęstsze spotkania z przyjaciółmi, gdyż był to mój mały cel na ten właśnie rok. Przez ostatni czas poznałam wiele wspaniałych osób na Instagramie, które każdego dnia inspirują mnie i zachwycają swoim podejściem do życia. We wrześniu spotkałam się z dwiema wspaniałymi kobietami we Wrocławiu, a na trwający już rok 2019 – planuję kolejne “poznania” na żywo 🙂

Lista 100 rzeczy do zrobienia w życiu Miniony rok był to także czas spełniania marzeń i celów. Odważyłam się polecieć paralotnią z Góry Żar, zrobiłam kolejne trzy tatuaże, założyłam bloga! W naszym domu pojawił się nowy domownik, a sterta książek do przeczytania zaczęła w końcu powoli się zmniejszać. Spełniliśmy nasze koncertowe marzenia: Janusz Radek, Dawid Podsiadło, Kortez. Uczestniczyliśmy w dwóch koncertach Thirty Seconds to Mars w Łodzi i w Krakowie, gdzie na jednym z nich osobiście poznaliśmy Jareda Leto. Odhaczyłam z listy zjedzenie pierników na toruńskim rynku i rozpoczęcie przygotowań do ślubu.

Lekcje

Nie od dziś wiadomo, że z sukcesów nie wyciągamy lekcji. Uczą nas tylko błędy. Czego nauczyłam się w 2018 roku? Nauczyłam się odpuszczać i nie robić rzeczy wbrew sobie. Zrozumiałam, że niektórych ludzi nie da się zmienić, ba! Wręcz nie powinno się, nie wolno. Ale wolno, a nawet trzeba potrafić powiedzieć “stop” i zaprzestać. Nie można chcieć dla kogoś bardziej, niż on sam chce dla samego siebie. 2018 nauczył mnie, by mówić od razu, jeśli coś nam nie pasuje. Nie trzymać tego w sobie, nie powstrzymywać się. Skutkuje to tylko większą frustracją, nerwami i nieporozumieniem. W tym roku zrozumiałam, że jesteśmy “wypadkową” pięciu osób, z którymi spędzamy najwięcej czasu. Wybierajmy bardzo świadomie i mądrze. Wampirom energetycznym dziękuję, wybieram ludzi, od których bije pozytywna energia i bezinteresowność. 2018 nauczył mnie również, że życie bywa cholernie niesprawiedliwe, ale karma wraca. Co siejesz, to dostajesz. Wcześniej, czy później.

Chciałabym…

Wiecie czego chcę od 2019 roku? Chcę, aby był to mój najpiękniejszy rok w życiu. Całkiem poważnie. Chcę miłości, zrozumienia i prawdy. Chcę takiego ślubu i wesela, jakiego sobie wymarzyłam. Chcę zatroszczyć się o swoje zdrowie psychiczne i poświęcić czas na aktywność fizyczną. Chcę postawić na rozwój i dokształcenie się. Chcę wrócić do lekcji jogi, ponieważ wiem, że potrzebuję rozluźnienia mięśni i nabrania dystansu do wielu rzeczy. Chcę w końcu pogodzić się z rzeczami, na które nie mam wpływu. Chcę poczuć, jak z mojego karku schodzi całe napięcie minionych tygodni i przestaje mnie boleć szyja. Chcę przestać działać wbrew sobie, choćby w najmniejszych rzeczach. Chcę poczuć jak dzięki temu moje kolana przestają cierpieć. Chcę więcej podróżować – przede wszystkim – tym razem po Polsce, ale także po Europie. To dzięki temu czuję, że żyję i to mnie napędza. Chciałabym, aby ten rok był czasem stabilizacji finansowej i rodzinnej. Czasem spełnionych rzeczy z listy i nowych znajomości. Czasem dobroci, radości i wdzięczności.
Życzę Wam, aby 2019 rok był dokładnie taki, jaki chcecie, żeby był.

Ściskam mocno,
A.


Beret: H&M
Sweter: Orsay
Buty: Zalando
Rękawiczki: Reserved
Zakolanówki: H&M
Kubek: Kik
Lampki: Pepco
Lampion: Tk Maxx

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.