Czerwiec – miesiąc spełnionego marzenia :)

Lipcowe i upalne dobry wieczór!

Lipiec… przyszedł szybko, nawet bardzo. Przyszedł niespodziewanie, zagościł tak nagle. Czy tylko ja mam wrażenie, że czerwiec upłynął w mgnieniu oka? Nim się obejrzałam dzieci pokończyły szkoły, odebrały świadectwa i wyjechały z miasta. Ruch na drodze stał się swobodniejszy (to jedna z tych rzeczy, za które kocham wakacje), a baseny i parki wypełniły dziecięce śmiechy i leniwi spacerowicze. Nastał czas upałów, beztroski, sielanki i dni, które mimo choć długie, to mijają w niesamowicie szybkim tempie.

Jeśli zatem czas pożegnać czerwiec, to jaki on był? Powiem Wam szczerze, że od kiedy wróciłam z majówki mam wrażenie, że trwa jedno wielkie “coś” czego nie potrafię zatrzymać. Czuję się, jakby ktoś wrzucił mnie do jakieś machiny, która zamiast zwalniać rozpędza się szybciej i szybciej… Tygodnie mijają mi jak jeden dzień, ilość pracy jest nieproporcjonalnie duża do ilości czasu na jej wykonanie, a ślub zbliża się już naprawdę wielkimi krokami. Ale nie o tym! Dzisiejszy wpis chce poświęcić na wspomnienie naprawdę fantastycznych chwil, które przeżyłam w czerwcu 😊

Jeśli miałabym nazwać miesiąc czerwiec jednym sformułowaniem, to bez wątpienia powiedziałabym tak, jak w tytule tego wpisu: MIESIĄC SPEŁNIONEGO MARZENIA. Dlaczego? Otóż 6 czerwca, równo miesiąc przed urodzinami M spełniliśmy jedno z naszych marzeń, odhaczając je z Listy moich 100 Rzeczy Do Zrobienia W Życiu – pojechaliśmy na koncert Maroon 5 do Krakowa. Emocje, jakie towarzyszyły nam podczas tego koncertu to ogromne podekscytowanie, radość, śpiewanie na cały głos (tak, odczułam to rano 😉) i tańczenie do niemal każdego utworu. Czy już mówiłam, że uwielbiam Adama Levine?!

Kolejne dni upłynęły nam pod hasłem “ogarnianie ślubu po pracy”: była krawcowa, trening pierwszego tańca oraz degustacja ciast i tortu weselnego. Powiem tylko tyle – to było najsłodsze popołudnie w moim całym życiu!

Dosłownie 3 dni po koncercie Maroon 5, kiedy emocje jeszcze nie opadły udaliśmy się na kolejny koncert, który był pierwszym tego typu wydarzeniem na świecie! Tysiące ludzi zgromadziło się na Stadionie Śląskim zwanym potocznie Kotłem Czarownic, aby posłuchać nieziemskiego połączenia kilku różnych “światów”: Jimek, Mioush, Smolik, Katarzyna Nosowska, Piotr Rogucki, Paluch, Kev Fox, Zespół Pieśni i Tańca “Śląsk” i inni, a to wszystko przy współpracy i akompaniamencie… Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia! Niesamowite wydarzenie, czekamy na powtórkę!

Kolejny tydzień to bodajże ósmy już wyjazd do Krakowa w 2019 roku! Jak zawsze z mamą, ale tym razem już po odbiór butów ślubnych. Nie zabrakło oczywiście czasu na spacer po Rynku, Zamku Królewskim, obiad w najlepszej włoskiej knajpie Pastabar i lody w naszej ulubionej lodziarni. Była chwila na delektowanie się niespiesznie pitą kawą, a z Krakowa wróciłam z prezentem dla M w postaci obrazu olejnego przedstawiającego Batmana w roli głównej – na ulicy Długiej znajduję się niesamowita galeria sztuki, która aktualnie prowadzi wystawę prac pt. “Superbohaterowie” – przepiękne cuda tam tworzą!

Dzień po Krakowie przyszedł czas na 13 czerwca, a jak trzynastka i do tego w czerwcu to i nasza 5 już rocznica najlepszej miłości i przyjaźni w jednym. Wystroiłam się w sukienkę i szpilki i z bukietem czerwonych róż udaliśmy się na romantyczną kolację do restauracji, która znajduję się na liście top 10 w Polsce. Szef kuchni niejednokrotnie występował jako gość specjalny w programie Kuchenne Rewolucje. Bonus do kolacji? Spotkanie Magdy Gessler osobiście przy stoliku obok 😉😊

Dzień po rocznicy, prosto po pracy uciekliśmy od obowiązków i całego świata. Udaliśmy się na kilka dni do naszego jednego z trzech miejsc na Ziemi. Mieliśmy szansę uspokoić myśli, zrelaksować ciało i nacieszyć się naturą. Kawa o wschodzie słońca, spacery boso po trawie i leżenie na kocu pod gołym niebem – proste życie. Piękne życie. Zdjęcia z dzisiejszego wpisu to jeden z magicznych wieczorów spędzonych właśnie w tym miejscu.

Kilka dni później świętowaliśmy podwójny Dzień Ojca udając się do restauracji, kawiarni, a finalnie na długi spacer z jednymi i drugimi rodzicami – to był jeden z najbardziej rodzinnych dni w ostatnim czasie. Lubię bardzo!

A później… nie będę udawać, że leżałam z brzuchem do góry 😉 Ostatni tydzień czerwca upłynął mi na pracy po 13 godzin na dobę. A dziś? Dziś piszę do Was prosto z balkonu, bo pierwszy raz od 15 dni jestem o tej porze w domu. Piję zimną lemoniadę i spoglądam na słońce, które dziś dało nieźle o sobie znać. 36 stopni w cieniu, istne tropiki. Co przyniesie lipiec? Już od dziś zacznę powoli tworzyć odpowiedź na to pytanie 😊

Pięknego wieczoru dla Nas!
A.

Sukienka: mojej mamy kupiona w Zara
Kolczyki: Blinkshop
Klapki: Deichmann
Kapelusz: Reserved

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.