Jak przestać wiecznie “chcieć” i zacząć żyć?

“Ważne jest, by wyłączyć w sobie zbyt silne chciejstwo. Tam, gdzie człowiek się przepala – opada z sił. Równomierny, spokojny płomień jest tym, co przynosi pożądane rezultaty. Oczekiwać należy spokojnie, utrzymując wewnętrzny żar. Radość – to stan światła i spokoju, a nie szaleństwa.” D. Jemec

Kim bylibyśmy bez potrzeby “chcenia”? Czy nie jest tak, że jak chcesz to możesz, a jak możesz to robisz? No właśnie. Ciężko jest jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie.

Z własnego doświadczenia wiem, że jak się czegoś chce to jednocześnie się wymaga. Najlepiej pierw od siebie, a później od innych (choć z tą kolejnością bywa różnie). Wymagania te mają to do siebie, że stale rosną. Stawiamy sobie poprzeczkę wyżej i wyżej i o ile wszystko idzie zgodnie z planem to jesteśmy najszczęśliwszymi ludźmi na Ziemi. Co jednak w sytuacji, gdy poprzeczka wisi nieprawdopodobnie wysoko, a dostanie do niej jest (bynajmniej w danej chwili) niemożliwe? I tu pojawia się rozczarowanie. Jesteśmy rozczarowani sobą, innymi, światem. Stwierdzamy, że nic nam się nie udaje i właściwie to my sami jesteśmy do niczego.

I nie zrozum mnie teraz źle bo piszę te słowa jako osoba ambitna, pracowita, z celami w życiu i planem ich realizacji, ale jak długo jesteś w stanie wytrwać w ciągłym “chciejstwie”?

Ja wytrwałam w nim 23 lata mojego życia.
Zawsze chciałam mieć najlepsze oceny w szkole. Z bagażem pełnym pobudek o 4 rano, wypłakanych łez nad książkami i brakiem czasu dla siebie ukończyłam liceum z najwyższą średnią w szkole. Czy warto było się tak szarpać? Teraz uważam, że nie.

Zawsze musiałam robić “coś”. Od dziecka nie potrafiłam usiedzieć w miejscu i nie było takiego miesiąca w moim życiu, bym nie uczęszczała na korepetycje, taniec, balet, karate, judo, basen, siłownię. Czy było warto? Tak. To właśnie chciejstwo nauczyło mnie systematyczności i przykładania się do wykonywanych zadań. Do dnia dzisiejszego nie wiem jak to jest grać w gry komputerowe, a chociażby 10 minut przed telewizorem uruchamia w mojej głowie myśli, że to okropna strata czasu.

Zawsze chciałam mieć swoje pieniądze. Od 15 roku życia poza szkołą i treningami 7 dni w tygodniu dorabiałam jako hostessa, modelka i fotomodelka. Czy teraz postąpiłabym tak samo? Nie do końca, nie tym kosztem. Pracowałabym, ale mniej. Co nie zmienia faktu, że dzięki temu poznałam wartość pieniądza, a możliwość zapłacenia tygodniowych wakacji w Bułgarii w wieku 17 lat całkowicie ze swoich pieniędzy cieszyła mnie jak nigdy!

Zawsze chciałam być doskonale przygotowana do wszystkiego. W czasie gdy większość olewała mało ważne wykłady na studiach ja chodziłam na wszystkie. Chciałam zawsze być wszędzie i wiedzieć wszystko. Czy teraz bym tak postąpiła? Nie. Teraz doceniłabym bardziej możliwość zrobienia w tym czasie innych, rzeczywiście ważniejszych rzeczy.

Piszę o tym, bo zauważyłam u siebie taką zależność, że często im bardziej się człowiek stara, tym mniej wychodzi. A im bardziej człowiekowi zależy, tym większe skutki uboczne w zdrowiu odczuje. Czy zatem warto całe życie chcieć? Chcieć mieć więcej, posiadać więcej, mieć większe mieszkanie, nowszy samochód, lepszą prace, częstsze wakacje, większe zarobki? Owszem! Warto chcieć od życia, ale warto znać w tym wszystkim umiar i wiedzieć, kiedy trochę przystopować. Skupić się na tym, co się ma, a nie wiecznie na tym, co się chce mieć.

Po powrocie z mojej francusko-włosko-monakijskiej majówki nastąpił u mnie jakiś przełom. Zaczęłam chcieć mniej, po prostu. Moim priorytetem stało się życie tu i teraz, celebrowanie każdej chwili. Cieszenie się z ludzi, których mam wokół siebie i z tego, kim jestem, aniżeli ciągłe myślenie o tym, co chciałabym mieć.

Dobra materialne zajęły w mojej hierarchii miejsce zero (choć nigdy nie były szczególnie wysoko) i ustąpiły całkowicie miejsca emocjom. Aktualnie skupiam się na tym, co czuje i do kogo czuje. Skupiam się na rozwoju osobistym, czytaniu książek i życiu tu i teraz. Doświadczam wrażliwości, bezinteresownej troski o drugiego człowieka i bliskości. Stawiam na czas. Na czas, kiedy wszystkimi zmysłami chłonę to, co mnie otacza. Nie myślę o tym, co chce mieć – myślę o tym, co już mam. Mój umysł, moja dusza, moje ciało… one wszystkie potrzebują odpoczynku.


Im więcej pragnień, pożądań i naszych wewnętrznych “muszę”, tym więcej napięć i cierpienia. Im więcej stresów, tym więcej bólu kolan. Im mniej czasu na odpoczynek umysłu, tym bardziej spięte kręgi szyi. I wreszcie – im mniej oczekiwań względem siebie, tym pełniejsza życia teraźniejszość.

Kolejny aspekt – potrzeby. Przyszło nam żyć w czasach, gdzie potrzeby są sztucznie kreowane. Reklamy krzyczą do nas sloganami: “Ponieważ jesteś tego warta!”, “Zasługujesz na wszystko, co najlepsze.”, a my ślepo podążamy za modą kupując kolejną niepotrzebną nam rzecz.

A gdyby tak się od tego odciąć? Skupić się na codziennych, małych przyjemnościach?Poranna kawa wypita na balkonie, spacer z psem, wspólna kolacja. Od dłuższego czasu reklamy nie mają na mnie żadnego wpływu. Nie kupuję nowej sukienki tylko dlatego, że jest promocja. Nie potrzebuje mieć w kosmetyczce nowego tuszu do rzęs tylko ze względu na ogromny napis NOWOŚĆ, nie wymieniam telefonu, jak tylko pojawi się nowy model na rynku.


I wiesz co czuje, gdy chce mniej i kupuje mniej? Wiesz co czuje, gdy nie napinam się, nie stresuje? Czuje, że moja głowa jest bardziej spokojna, a umysł czystszy. Czuję, że lepiej wykorzystuje swój czas i zostaje mi tego czasu więcej. Otacza mnie mniej przedmiotów i… nawet pracuje jakby mniej! A gdy dodam do tego jeszcze lepsze samopoczucie fizyczne, to chce pobyć w tym stanie jeszcze przez moment 🙂


Ile ten moment potrwa? Myślę, że całkiem sporo. Bo gdy czujesz, że w końcu nic się nie ogranicza. Ba! Sama siebie nie ograniczasz, to na duszy jakby lżej i łatwiej o wiele spraw. Chętniej robisz, sprawniej działasz. Bez wiecznej nagonki i poganiania siebie samej. I tak zdążysz, ale z większym bananem na ustach i w lepszym zdrowiu 🙂


I tego Ci życzę, luzu Moja Droga (i Drodzy Panowie!)

A.

Zdjęcia do dzisiejszego wpisu wykonała fantastyczna młoda kobieta. Totalnie zafiksowana fotografią i wizażem. Kocha to, co robi i robi to właśnie na tym wyżej opisanym LUZIE. Podpatrywać, wzorować się i wprowadzać do swojego życia, naprawdę. Już wiem, że to była (na pewno pierwsza 😀 ) ale nie ostatnia nasza współpraca :)))

Zdjęcia: Agata Szafraniec https://www.facebook.com/szafraniecagata/

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.