
Mimo, że od tego przeżycia minął już niespełna tydzień, to uczucia i wrażenia z nim związane, towarzyszą mi do dziś. Ekscytacja, radość, zachwyt, ale przede wszystkim ogromna satysfakcja,
że się odważyłam i zrealizowałam jedną spośród 100 rzeczy do zrobienia w życiu.
Wspomnianą listę zaczęłam tworzyć pół roku temu, stale dopisuję do niej cele i rzeczy do zrealizowania. Z perspektywy czasu uważam, że każdy powinien taką listę posiadać 🙂
Otwiera umysł, porusza wyobraźnie i pozwala marzyć, a odhaczanie kolejnych rzeczy wywołuje ogromny uśmiech na twarzy.
Jak wygląda realizacja lotu paralotnią od strony praktycznej? Po pierwsze i najważniejsze – uzbrój się w cierpliwość 🙂 Lot wykupiłam w czerwcu 2017 roku i realizacja zajęła mi prawie rok. Warunki atmosferyczne (zbyt mocny wiatr lub jego brak, opady deszczu), brak sezonu, następnie duża ilość chętnych, a do tego okrojony czas we własnym kalendarzu to czynniki, które ciężko ze sobą pogodzić. W moim przypadku lot przekładany był około 6-7 razy.
Ale… po raz kolejny los udowodnił mi, że cierpliwość popłaca i wszystko, co dzieje się w naszym życiu, dzieje się z jakiegoś konkretnego powodu. Miesiące oczekiwań zostały mi wynagrodzone. Przepiękna pogoda, idealne warunki, niesamowita widoczność i wiatr, który pozwalał latać i latać… bez końca.A wg pilota Pana Benjamina był to najlepszy lot (pod kątem warunków) jaki odbył w ciągu ostatniego tygodnia 🙂
Podróżując samolotem zawsze wybieram miejsce przy oknie, wówczas od czasu startu do momentu lądowania przepadam, dosłownie. Moja twarz przyklejona jest do szyby, a oczy godzinami mogą chłonąć obraz chmur. Na paralotni było podobnie, tyle że jeszcze bardziej realistycznie i z jeszcze większym zachwytem. Coś mi podpowiada, że nie był to jednorazowy epizod 🙂
Pamiętajcie, że limity są jedynie w głowie. A przekraczanie swoich barier i realizacja celów smakuje lepiej, niż cokolwiek innego 🙂
Odwagi!
A.