Migawki z Monako – minęło już pół roku!

Hej!
Czy tylko ja mam wrażenie, że z każdym dniem czas biegnie coraz szybciej? W zeszły piątek oglądałam z rodzicami komedię romantyczną “Paryż może poczekać”, w której akcja toczyła się między innymi w Cannes. I wtedy właśnie uświadomiłyśmy sobie z mamą, że od naszej babskiej podróży minęło już… pół roku! A potem… potem ja uświadomiłam sobie, że nie dodałam jeszcze wszystkich wpisów stamtąd 😉 Takiego opóźnienia nie miałam jeszcze nigdy… 😀 Ale nie ma tego złego i tak dalej… bo mogę dzięki temu powspominać tamten czas! Dzisiaj “na tapecie” państwo pełne sprzeczności, a mowa oczywiście o – MONAKO!

W Monako spędziłyśmy w maju jeden dzień i powiem tak: wystarczyło nam to w zupełności 🙂 Klimat panujący w tym państwie-mieście ma się nijak do uroków Lazurowego Wybrzeża. Jest tłoczno, gwarno, głośno i z przepychem. Czyli dokładnie tak, jak nie lubimy 😉 Co nie zmienia faktu, że jeden dzień wystarczy na zobaczenie najważniejszych atrakcji.
Według mnie jedną z najciekawszych rzeczy, jakie mogą nas spotkać w Monako są windy. Różnice poziomów są tu tak dużo, że mało kto wybiera schody. Windy podróżują w kierunkach standardowych góra-dół, ale także prawo-lewo, dzięki czemu przemieszczają się nimi mieszkańcy i turyści kraju, a “przystanki” wyglądają jak mini dworce. Jedno jest pewne – można się w tym pogubić, także bądźcie uważni 🙂 I póki pamiętam – druga rzecz na jaką trzeba uważać to roaming, jeśli podróżujecie jak my z Francji. Z racji, że Monako nie jest w UE ceny transmisji danych potrafią dostarczyć zawrotów głowy.

Tak jak wspomniałam wyżej – w Monako byłyśmy w maju, dzięki czemu załapałyśmy się na kończenie prac nad torem F1. Widok ogromnych rusztowań, toru ustawionego po środku portu i wysokich trybun, pod którymi wiedzie droga i chodniki – to coś przedziwnego. Oglądając F1 w telewizji nie widać tego ścisku, tymczasem tor jest usytuowany w kraju, w którym i bez niego panuje ścisk. Nie bez powodu chodzą pogłoski, że podczas wyścigu nie da się oddychać. 

Po zobaczeniu toru z różnych perspektyw i przejechaniu się kilkoma windami (by tam w ogóle dotrzeć) – udałyśmy się do najsłynniejszego Casino w Monte Carlo. Bogato zdobiony budynek, idealnie przystrzyżona trawa, czerwony dywan na schodach i mężczyźni we frakach. Gdy podjeżdża jeden z tych “biednych” mężczyzn ze swoją kobietą, a parkingowy we fraku i cylindrze odbiera kluczyki od samochodu – to masz wrażenie, że oglądasz scenę z filmu. Przepych jaki się tu “zjeżdża” jest wręcz niesmaczny. Jeśli chodzi o samo Casino, to za okazaniem dokumentu tożsamości można wejść na główny hol, który nad sufitem ma zawieszone kostki z czerwonych róż – nie wiem, czy ta dekoracja jest stała, ale my właśnie na taką trafiłyśmy. Przepiękne! Dalsze wejście w stronę gier odbywa się już za opłatą i dokładniejszą weryfikacją, chociażby stroju. 

Jednakże to, co spodobało mi się o wiele bardziej, niż Casino to ogrody i tarasy za budynkiem. Przepięknie zadbane, z mnóstwem figur i zdobień i absolutnie fantastycznym widokiem na morze i port. Jedno mogę przyznać – to chyba najczystsze państwo, w jakim kiedykolwiek byłam. 
Kolejnym miejscem, które zwiedziłyśmy było Stare Miasto w Monaku. Słynie ono przede wszystkim z pałacu rodu Grimaldich, który zamieszkuje rodzina królewska. To właśnie tutaj do śmierci żyła Grace Kelly. 
Stare Miasto to jedna z czterech dzielnic Monako. Usytuowana jest na wzgórzu skąd można podziwiać panoramę na pozostałe dzielnice. Plac przed pałacem jest ogromny i posiada tarasy widokowe na dwie strony Monako. Po jednej z nich można dojrzeć stadion AS Monaco, a tuż za nim granicę z Francją. 

Kolejnym miejscem, które zwiedziłyśmy była Katedra św. Mikołaja, która uchodzi tutaj za niemałą atrakcję turystyczną. To w tej katedrze brała ślub Grace Kelly. Wychodzą z katedry warto zwrócić uwagę na ogrody św. Marcina, które usytuowane są na przeciwko. To przepiękne i bardzo zadbane miejsce, a także (możliwe, że długo wyczekiwana) okazja, by znaleźć trochę cienia. 

Po zwiedzeniu powyższych atrakcji i krótkiej przerwie na lunch (przygotujcie się na ceny z gwiazd 😉 ) udałyśmy się windami w kierunku autokaru. Podsumowując naszą wizytę w Monako powiem tak: cieszę się, że widziałam to miejsce, jednakże nie odczuwam potrzeby pojechania tam po raz kolejny. Na świecie jest zbyt dużo pięknych miejsc, by ponownie stać w tutejszych korkach i przeciskać się między ludźmi. 
A Ty? Byłaś/eś w Monako? Jak oceniasz to miejsce? Daj znać!
A. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.