O wielkim przekładańcu – przepełnionym zachodami słońca, piegami na ramionach i czarnymi jagodami na gałązkach…

“Ja wsysam w siebie lato tak jak dzika pszczoła wsysa miód(…). Zbieram wszystko w jedną dużą bryłę lata, żeby żyć nią, kiedy… kiedy nie będzie już lata(…). To jest taki wielki przekładaniec, są w nim wschody słońca i czarne jagody na gałązkach, i piegi na twoich ramionach,i blask księżyca nad rzeką wieczorami,i niebo pełne gwiazd, i las, i upał południa, kiedy słońce złoci sosny, i przelotne deszcze wieczorne, i wszystko inne, i wiewiórki, i lisy (…).” – Astrid Lindgren

Lato – czy ktoś z nas nie powiedział choć raz w życiu: “jak to lato szybko zleciało”? Czy choć raz nie mieliśmy w sobie poczucia przemijającego ciepła, które przez kilka dobrych miesięcy nie wróci? Czy choć raz nie mieliśmy zbyt dużych oczekiwań co do tej pory roku, czy nie mieliśmy myśli, że można by to lato wykorzystać jeszcze lepiej, jeszcze mocniej? Dzisiaj chciałabym podsumować to minione i zebrać w jednym miejscu tych kilka pięknych chwil. Zebrać wszystkie wschody i zachody słońca, zebrać wszystkie spacery do późnych godzin wieczornych, zebrać wszystkie lemoniady wypite nad jeziorem i wszystkie dodatkowe piegi powstałe na nosie od słońca. Chciałabym podsumować miłość, która przeszywała nas w to lato na wskroś, podsumować wdzięczność, która towarzyszy nam nieprzerwanie w najpiękniejszej wspólnej drodze. Przypomnieć sobie te wszystkie chwile, dzięki którym byliśmy po prostu szczęśliwi i ten czas, gdy czas – ten upływający, przestawał mieć znaczenie.

To lato było dla nas bardzo pracowitym czasem. Dni do granic możliwości wypełniały obowiązki, przygotowania do ślubu, podróże, poszukiwanie mieszkania, praca, a nawet trzy i wiele wiele więcej. Był to również czas kilku przemyśleń, przełomowych momentów i odhaczania punktów z mojej listy “100 rzeczy do zrobienia w życiu”

Wraz z początkiem lata spełniliśmy jedno z naszych małych marzeń i wzięliśmy udział w koncercie Maroon 5 w Krakowie – te emocje towarzyszą nam do dziś! Kilka dni później bawiliśmy się na kolejnym koncercie i pierwszym tego typu widowisku w Polsce – połączenie pieśni ludowych, hip-hopu, rapu, popu i orkiestry (coś nieziemskiego!)

W czerwcu Kraków stał się najczęściej odwiedzanym przeze mnie (i moją mamę) miastem w Polsce – byłam tam w tym roku już 9 razy! 🙂 Jeździłyśmy bowiem na nasze babskie wypady, kiedy to robiłyśmy na zamówienie buty ślubne, nie zapominając przy tym o spacerach, pysznych włoskich obiadach, domowych lodach i zwiedzaniu niepoznanych jeszcze dotąd uliczek 🙂

Kilka dni później świętowaliśmy naszą 5 rocznicę miłości w restauracji, w której spotkaliśmy Magdę Gessler, a weekend spędziliśmy w naszym miejscu. Z dala od cywilizacji, zasięgu i hałasu 🙂 I to właśnie z tego miejsca pochodzą zdjęcia w dzisiejszym wpisie!
Mój czerwiec opisałam dokładniej tutaj

W lipcu przyszedł czas na świętowanie urodzin mojego (już) męża 🙂
Od kilku lat organizuje urodzinowe niespodzianki i wyjeżdżamy gdzieś na weekend świętować. Tym razem postawiłam na Ziemię Kłodzką, odkrywając jeszcze lepiej jedne z najpiękniejszych terenów w Polsce oraz  odhaczenie kolejnej wymarzonej miejscówki – Zamku w Mosznej. Z tego właśnie wypadu powstały dwa wpisy na blogu, które znajdziesz tutaj oraz tutaj.

Późniejsze tygodnie upływały nam na intensywnych ślubnych przygotowaniach, układaniu pierwszego tańca, kompletowaniu dekoracji, zamawianiu obrączek, jeżdżeniu na przymiarki sukni i wielu, wielu innych aktywnościach, które trzeba dopracować przed ślubem 🙂

W międzyczasie stworzyłam na blogu nową kategorię: Ślub i Wesele , która od samego początku cieszy się dużą popularnością. Okazuje się bowiem, że szukacie treści i informacji dotyczących tego najważniejszego dnia 🙂 Bosko! I mimo, że ślub mam już za sobą, to wiele wpisów ślubnych jeszcze przede mną – cierpliwości 🙂

Dwa tygodnie przed ślubem wraz z koleżanką postanowiłyśmy pojechać na wieczór panieński tylko we dwie do jednej z europejskich stolic. Po wielu przemyśleniach postawiłyśmy na Pragę, którą kocham całym sercem, a której Katarzyna jeszcze nie widziała. I takim o to sposobem spędziłyśmy wspólnie super czas, a co więcej spełniłyśmy kolejne z moich małych marzeń – spacerowałyśmy w… chmurach! Tak, dokładnie 🙂 Na zakończenie weekendu pojechałyśmy do czeskiej miejscowości Jańskie Łaźnie, gdzie znajduje się platforma do spacerowania ponad koronami drzew. Niesamowite przeżycie nagrodzone wspaniałymi widokami. Wpisy z Pragi i Jańskich Łaźni znajdziesz tutaj oraz tutaj.

Tydzień przed ślubem moje ulubione dziewczyny zorganizowały mi wieczór panieński, który okazał się być tym w 100% udanym! Rozpoczęłyśmy go warsztatami z plecenia wianków. Przy kawie i domowym ciastku, w cudownej kawiarnio-kwiaciarni tworzyłyśmy cuda z przepięknych, żywych kwiatów. Następnie w tych właśnie wiankach pojechałyśmy na kolejną niespodziankę jaką było spełnienie punktu z listy “100 rzeczy do zrobienia w życiu” – lot w tunelu aerodynamicznym Flyspot – przeżycie nie do opisania! Później przyszedł czas na prezent i najlepsze włoskie jedzenie oraz drinki, dyskotekę i zabawę do białego rana. Cudowny czas 🙂

Kolejne dni to jedne z najbardziej szalonych w moim życiu – przygotowania ślubne last minute. A później… później to już najlepszy dzień w moim życiu. Najlepsza zabawa, jaką mogłam sobie wymarzyć i chwile pełne wzruszeń. 16 sierpnia 2019 roku oficjalnie zostałam żoną mojego najlepszego przyjaciela 🙂

Dwa dni po naszym wielkim dniu pojechaliśmy do Wrocławia z grecko-niemiecką rodziną co sprawiło, że odwiedziłam to miasto już drugi raz w tym roku – lubię bardzo!

Tydzień po naszym ślubie przyszedł czas na wieczór panieński, który tym razem organizowałam JA! 😀 Wzięłyśmy udział w profesjonalnej lekcji uwodzenia i burleski, jadłyśmy włoskie jedzenie, robiłyśmy quiz i bawiłyśmy się wyśmienicie. Była to idealna próba generalna zabawy, która nadeszła tydzień później. Wtedy właśnie “TAK” powiedzieli nasi przyjaciele, a ja po raz pierwszy w życiu miałam przyjemność być świadkową. Było fantastycznie! Moją stylizację z tego dnia możesz obejrzeć tutaj

Dwa dni po ślubie wyruszyliśmy w naszą podróż poślubną obierając kierunek – MADERA! Mogę przyznać, że to jedno z najpiękniejszych miejsc, w jakim byłam :))))) Więcej opiszę Wam szczegółowo na blogu.
Po powrocie z Madery przepakowaliśmy walizki i pojechaliśmy na weekend do Ustronia. Zostaliśmy zaproszeni przez cudownych ludzi pełnych pasji do gór, którzy stworzyli perełkę w centrum tego uzdrowiska – Ustronne Zacisze. Jeden z wpisów z tego miejsca jest już na blogu – zobacz 🙂 klik

I to właśnie w naszych polskich górach pożegnaliśmy się z tegorocznym latem. To były naprawdę boskie miesiące. Pełne pracy, ale także pełne satysfakcji i szczęścia. Spełniliśmy kilka z naszych marzeń, w tym jedno – największe. Staliśmy się rodziną 🙂


Lato moje drogie – dziękuje! Widzimy się za rok 🙂
Wróć do nas jeszcze piękniejsze,
ściskam
A.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.